Polski wodnosamolot Lublin R-VIII bis

  1. Petrov 2019-09-09 00:00:48

    1 września 1939, Puck

    Kazimierz stał zamyślony przy brzegu zatoki i obserwował ewakuację. Minęło już kilka godzin, a wydawało mu się, że to zaledwie kilka minut. Czas pędził tego dnia niemiłosiernie. O szóstej rano świat stanął do góry nogami. To, o czym mówiło się od jakiegoś czasu, stało się faktem. Wojna. Niemieckie samoloty zbombardowały bazę Morskiego Dywizjonu Lotniczego w Pucku. Koszary, hangary, składy amunicji… Ale przede wszystkim ludzie. Zginął między innymi jego przyjaciel, a zarazem dowódca – komandor Edward Szystowski. Po nim to Kazimierz Szalewicz objął dowództwo nad dywizjonem. Polegli podoficerowie, szeregowcy… Nie było jednak czasu na żałobę. Teraz należało koordynować ewakuację. Przenoszono bazę do Juraty. Na szczęście, żaden z samolotów nie został uszkodzony. Teraz stał i patrzył jak jeden z pięknych hydroplanów, Lublin R-VIII bis o numerze 801 jest szykowany do lotu. Kazimierz, nie wiedzieć czemu, miał wyjątkowy sentyment do tych maszyn. Dobrze pamiętał, kiedy w 1931 roku dostali przydział tych maszyn. Zakłady Mechaniczne  „E. Plage i T. Laśkiewicz” z Lublina  przekazały lotnictwu wojskowemu cztery egzemplarze samolotu, przerobione na wersję hydro. Nadano im kolejno numery 801, 802 i 803. Czwarty z nich został przeznaczony na części zamienne. Na początku było z tymi samolotami trochę problemów, głównie z podłodziami, ale do roku 1933 wszystkie niedociągnięcia zostały zlikwidowane. Miały całkiem dobre osiągi. 650-konne silniki Lorraine – Dietrich  oraz Hispano – Suiza  były wystarczające. Ponadto, samolot ten był największym jednosilnikowym samolotem polskim jaki do tej pory wybudowano – a to dawało poczucie dumy i zwiększało morale. Nie rozumiał, dlaczego  władze wojskowe nie zdecydowały się na produkcję seryjną tych samolotów… Nie jemu jednak było to osądzać. Ważne było to co tu i teraz. Co prawda sprawne były w tej chwili tylko dwa samoloty, trzeci nie miał silnika, ale mimo to był dumny z tych maszyn. Piękny, dwumiejscowy dwupłat o rozpiętości 17 metrów, długości 12 metrów, wysokości prawie 6 i o wadze niemal trzech ton; trzy karabiny Vickers - dla pilota jeden stały i dwa obrotowe dla obserwatora - kalibru 7,92 mm. Pamiętał, że wcześniej obserwator miał do dyspozycji dwa karabiny Lewis 7,7 mm. Dodatkowo, co nie było przecież bez znaczenia, samolot mógł zabrać na pokład 300 kg bomb! –  w tym momencie, tak rozmyślając, Kazimierz przypomniał sobie, aby sprawdzić zamontowane pod kadłubem zaczepy do nich. Może lepsze było rozwiązanie w samolotach w wersji z podwoziem, gdzie komory bombowe były umieszczone wewnątrz kadłuba, jednak zamontowanie pływaków i goleni ich wzmacniających wymusiło takie rozwiązanie. Szkoda, że kosztem konieczności zabierania mniejszych rozmiarów bomb. Ale trudno. Z drugiej strony, pływaki – pomijając oczywistość zastąpienia nimi podwozia zastosowanego w „oryginale”, przecież samoloty miały startować z powierzchni wody – były też niemal bezobsługowe, w porównaniu do podwozia, gdzie amortyzatory olejowo powietrzne oraz sprężynujące golenie wymagały częstszej konserwacji. Prędkość jak na maszynę służącą przede wszystkim jako samolot patrolowy oraz szkolny była wystarczająca, bo przecież ok. 200 km/h  to już coś, podobnie pułap – 4000 m  oraz zasięg ok 800 km również były zadowalające… Poza tym, mimo znikomej wartości bojowej, czyż rozpoznanie i patrole powietrzne nie są ważne? A szkolenie pilotów?

    Tak rozmyślając, kmdr ppor. pil. Kazimierz Szalewicz koordynował ewakuację. Nie wiedział, co czeka go w najbliższych dniach. Nie wiedział, jak jego dywizjon będzie mógł przysłużyć się Ojczyźnie, ale wiedział, że ze wszystkich sił będzie walczył w jej obronie. Nie wiedział jeszcze, że za kilka dni, 8 września koło Chałup nieopodal Helu, jego ulubione Lubliny R-VIII zostaną zniszczone podczas bombardowania...

     

    • Pogrubioną czcionką chciałem przemycić dane techniczne samolotu oraz zarys jego historii (w okrojonej wersji), które zaczerpnąłem ze strony samolotypolskie.pl., z Wikipedii (wybaczcie…) oraz z rysu historycznego zamieszczonego w wycinance. Natomiast zwykła czcionka to tło historyczne oraz „przemyślenia” bohatera „opowiadania” będące tylko i wyłącznie moją wyobraźnią :)

  1. Petrov 2019-09-09 00:08:40

    Generalnie nie jestem „samolociarzem”, ale zainspirowany tegorocznym wakacyjnym pobytem w Pucku, gdzie natrafiłem na inscenizację nalotu na bazę MDL  1 września 1939 roku, postanowiłem zlepić ten oto samolot. W pewien sposób łączy on w sumie moje modelarskie zamiłowania do morza i sentyment do polskiego lotnictwa. Póki co niewiele, bo zacaponowane arkusze oraz wycięty pierwszy element, chciałem jednak założyć relację w rocznicę zbombardowania tych maszyn (początkowo chciałem pięknie rozpocząć 1 września, ale niespodziewany wyjazd uniemożliwił mi to…). Zapraszam zatem do oglądania!

     

     

     

  1. Wojok 2019-09-09 03:21:41

    No to witam w ekipie konkursowej Często tutaj zajrzę, bo to fajny samolot. Zdaje się, że Mares go uskuteczniał, więc masz na czym się oprzeć. A na początek zweryfikuj pułap, bo wkradł się tam błąd. Powodzenia

  1. Petrov 2019-09-09 10:29:39

    Oczywiście, literówka (cyfrówka)... Dzięki!

  1. aragorn001 2019-09-09 10:37:56

    Zapowiada się piękny samolot w super wykonaniu. Brawa za dołączenie do projektu grupowego upamiętniającego 80 lat polskiego września. Zasiadam i podglądam z przyjemnością!

  1. anber 2019-09-10 20:34:57

    Też będę kibicował i trzymam kciuki za powodzenie.

Rezultaty 0 - 6 z 6 pozycji
Udostępnij temat: